Autor: tomasz.mietlinski

  • Pozory

    „Jej przyjaciel w żakiecie i cylindrze miał oczy zimne, inteligentne i nieczułe, (…) i minę człowieka, który rozumie wszystko w książkach Prousta, ale nic nie pojmuje z historii proboszcza z Ars.”

    „Paryżowi podzwonne” B.Marshall przekład M.Skibniewska

  • Książki

    „Podczas gdym czytał, świadomość moja rozwijała na wielobarwnym ekranie równoczesne a różne stany duszy, idące od najgłębiej we mnie ukrytych popędów aż do całkowicie zewnętrznej wizji widnokręgu (…) ale czymś najbardziej we mnie osobistym (…) była moja wiara w filozoficzne bogactwo, w piękno książki, którą czytałem, oraz żądza przyswojenia sobie tego piękna bez względu na rodzaj książki. „


    „W strone Swanna” M.Proust przekład T.Boy-Żeleński

  • Happy people

    „There’s no way Brooke could’ve done this

    • exercise gives you endorphins, endorphins make you happy –
    • happy people don’t kill their husbands!”

    „Legalna blondynka” (ang. Legally Blonde) K. Smith i K. McCullah Lutz (A.Brown)

  • Próba nadania sensu

    „A może przyczyna tkwi w tym, że coraz trudniej mówić z ludźmi o sprawach naprawdę ważnych. (…) Nie sposób przecież powiedzieć: „Dzień dobry panu, jak pan sądzi, czy Bóg stwarzając świat nie zrobiłby lepiej, gdyby ludzi nie obdarzył żołądkami, bo wówczas nie potrzebowaliby popełniać okrucieństw na zwierzętach, żeby żyć. Musi okropnie boleć, monsieur, gdy w rzeźni podrzynają gardziel albo kiedy wyciągają z wody na haczyku wbitym w język. Moim zdaniem, nawet dla bakterii lepiej by było, gdyby mogły żyć samą kontemplacją, zamiast żerować na płucach i gruczołach ludzkich. Byłoby to łaskawiej i w stosunku do człowieka, i w stosunku do mikroba, bo kto wie, czy gonokoki nie cierpią podobnie jak Gauguin lub Rimbaud, kiedy toną w oceanie potassium permanganicum.
    Wydaje mi się, monsieur, że warto by zrewidować utarte pojęcia o miłosierdziu i uświadomić sobie, że drobne i brzydkie stworzenia mogą odczuwać ból równie dotkliwie jak duże i piękne, i że nawet ślimaki są samotne w swoich skorupach”. Nie, tego nie sposób mówić, bo to byłaby próba nadania światu sensu, a większość ludzi zadowala się takim światem, jaki ich otacza: bigosem, w którym mieści się zarówno Duch Święty, jak Adolf Hitler i Danielle Darrieux.”


    „Paryżowi podzwonne” B.Marshall przekład M.Skibniewska

  • Boimy się …

    „Ślepiec podniósł się z ziemi i bezwiednie powtarzając słowa nieznanego Męża: „Idź i obmyj się w sadzawce Siloah” (…) Ściągnął tunikę do pasa. Umył ręce, zaczerpnął wody i obmył nią oczy, twarz, piersi, szyję i znowu oczy, i wtedy poczuł w sobie ognisty żar, i ujrzał płomienie, których nie umiał nazwać, bo nigdy płomieni nie widział, a teraz właśnie je widział, a widząc je, wciąż nie wiedział, co one znaczą i czym są, więc wpatrywał się w nie, a ponieważ nigdy dotychczas w nic się nie wpatrywał i nie rozumiał, co znaczy wpatrywanie, nie pojmował, czy to, co było przed nim, naprawdę było, czy było może tylko jakimś innym rodzajem słyszenia, dotyku, zapachu.
    (…)
    I tak borykając się z nacierającym na niego światłem, od którego nie mógł się uwolnić, bo wpełzało w niego oślepiającą strugą – ta oślepiająca jasność przyprawiała ślepca o dotkliwy ból – błagał Pana o ratowanie go przed przerażającym żywiołem, rozsadzającym mu czaszkę.
    (…)
    I znów zaczerpnął w obie dłonie wody, i obmywał nią twarz i sklejone błotem oczy, i chlustał na nie wodą, chlustał, obmywał je, przecierał, tarł, wycierał i znów chlustał wodą, aby tylko ochłodzić ich bolesną, aż do samego wnętrza sięgającą ognistość i zmyć z nich widzenie tego, co widział, ich odkrywczą, żrąco-jarzącą jasność, bulgocące bełtanie
    barw, błyskające bluzganie barw, burzę barw, wirujących, kłujących… Zachwiał się, oparł się plecami o mur i – zawył.
    (…)
    Bał się otworzyć oczy. Ale skusiła go obcość otaczającego go świata. Podniósł powieki. Wszystko, co go otaczało, różniło się od siebie nie tylko innością kształtu, o czym zresztą zawsze wiedziały jego palce, ale także… Tego „także” nie umiał określić słowami, więc poprzestał tylko na stwierdzeniu, że to „także” stanowi nieodłączną cechę każdego kształtu i wyrażone jest za pomocą czegoś, czego on, biedny ślepiec, nigdy dotychczas nie znał. I wtedy zrozumiał, że widzi.
    (…)
    Pośpiesznie naciągnął tunikę i z krzykiem runął przed siebie. Biegł schodami pod górę, zdyszany przystanął, zawrócił, biegł w przeciwnym kierunku, nie wiedział, gdzie się znajduje, bo widział, więc raz po raz zamykał oczy, dotykał palcami murów, bruku, schodów, rynsztoków, bram, aby połapać się przy pomocy widzących palców w topografii miasta, znowu otwierał oczy i znowu pędził przed siebie, zataczając się i potykając o kocie łby. Obijał się jak pijany o ściany domów i krzyczał, krzyczał, krzyczał niezrozumiałym bełkotem, a była w nim wielka, wielka radość i z nadmiaru radości nie uświadamiał sobie radości, i z nadmiaru szczęścia nie uświadamiał sobie pełni szczęścia, bo nad radością i szczęściem górował lęk przed Mężem, który dokonał cudownego uzdrowienia,”

    „Jezus z Nazarethu” R.Brandstaetter

  • Urwanie głowy – rok 1900

    „czy wiecie, że pałacyk, który świeżo kupiła pani Verdurin, będzie oświetlony elektrycznością? (…) Nawet w sypialniach będą lampy elektryczne z abażurami dla stonowania światła. To przemiły zbytek, prawda? Zresztą dzisiejsze pokolenie żąda wciąż czegoś nowego, jedna nowość goni drugą. Bratowa jednej z moich przyjaciółek dała u siebie założyć telefon. Może robić sprawunki nie wychodząc z domu! Przyznaję, że dopuściłam się płaskich intryg, aby na jeden raz uzyskać dostęp do tego aparatu. Bardzo mnie to kusi, ale raczej u przyjaciółki niż u siebie. Zdaje mi się, że nie lubiłabym mieć telefonu w domu. Skoro minie pierwsza zabawa, to musi być prawdziwe urwanie głowy.”

    „W cieniu zakwitających dziewcząt” M.Proust przekład T.Boy-Żeleński

  • Na pustyni

    „Wiesz-li co, to zmilcz. Milczę tedy w sobie. Wmilczam to wszystko w ten nutowy papier, podczas gdy mój kompan in eremo, z którym się śmieję, głowi się w drugim końcu sali nad translacją miłej mu mowy obcej na mowę rodzimą, a jemu nienawistną. Myśli, że komponuję, a gdyby ujrzał, że słowa piszę, pomyślałby, że i Beethoven podobnie czynił.”

    „Doktor Faustus” T.Mann

  • Droga

    „Nie dostaje się mądrości w darze, trzeba ją odkryć samemu po wędrówce, jakiej nikt nie może podjąć za nas ani jej nam oszczędzić, bo ona jest spojrzeniem na świat. Żywoty, które pan podziwiasz, postawy, które ci się wydają szlachetne, nie były przygotowane przez ojca ani przez preceptora; poprzedziły je początki bardzo odmienne, kształtowało je wszystko zło i wszystka banalność panujące dokoła.”

    M.Proust

  • Urzędowe świadectwo zgonu

    „Więc siedziałem sam w przedziale i mój mózg zaczął intensywnie pracować, jak zawsze po godzinach pracy, kiedy wracam pociągiem i koła wystukują rytm. Sam bilet (kwartalny), mówię sobie, kosztuje dwanaście funtów rocznie, a zarabiam jakieś siedem i pół szylinga na dzień. Tyle, ile kosztuje samo jedzenie, picie i papierosy, żeby nie opaść z sił i dowlec się wieczorem do domu, gdzie się walę na łóżko jak trup. A jeśli dodać, a właściwie odjąć komorne, materiały piśmienne, prenumeraty, przejazdy tramwajami, opał i światło, strzyżenie i golenie, napiwki, utrzymanie domu i ogrodu, koszty reprezentacyjne i tysiące innych nieprzewidzianych wydatków, to summa summarum wyjdzie, że powiększyłbym swoje dochody, gdybym przez okrągły rok leżał w łóżku, zmieniając tylko co dwa tygodnie piżamę.

    Z drugiej strony, myślę sobie, w domu będą cię zadręczali tym gospodarstwem — ścieraniem kurzy, zamiataniem, wietrzeniem, wiórkowaniem, pastowaniem, praniem, wyżymaniem, suszeniem, koszeniem, przycinaniem, spryskiwaniem, pobielaniem, oczernianiem, kopaniem, grabieniem, gracowaniem, walcowaniem, mieleniem, tarciem, tłuczeniem, ubijaniem, tupaniem, trzaskaniem… A do tego wszystkiego jeszcze bachory, te małe zadowolone, wrzeszczące, szczęśliwe bachory sąsiadów. Żeby sobie wyrobić o tym wszystkim jakie takie pojęcie wystarczy sobotnie popołudnie i niedziela. A co dopiero w dzień powszedni? W środę? Albo w piątek? Co się musi dziać w piątek?

    Więc przypomniał mi się mój przytulny kantorek na bocznej uliczce, w suterenie, ze swoim na pół zatartym szyldem, z otomaną, z pluszowymi obiciami, i jak to jednak rozkosznie być tam żywcem pogrzebanym, choćby tylko od dziesiątej do piątej, z buteleczką jasnego piwa z jednej strony i kawałkiem mrożonej ryby z drugiej. Nic, pomyślałem sobie, nawet urzędowe świadectwo zgonu, nie będzie ci w stanie tego zastąpić.”

    „Którzy upadają” S.Beckett przełożył K.Zarzecki

  • Bardzo ważne …

    „(…)abyśmy nie idealizowali relacji. Idealizowanie (…) powoduje, że z jednej strony ktoś może się zachwycić albo nawet mieć poczucie, że już wiemy jak ma być, wszystko jest jasne. Niektórzy mają taką potrzebę, żeby wszystko zdefiniować, poukładać, uporządkować. Ale inni albo nawet ci sami (…), z bólem serca mogą stwierdzić, że u mnie tak nie jest. Potem nie wiadomo jak z tego wybrnąć. Mozna mieć ciągłe poczucie winy, albo z drugiej strony negowac to co jest przesłaniem Ewangelii. Uważać, że to jest przestarzałe, że trzeba to zmienić. Albo żyć w przekonaniu, że to jest słuszny ideał, ale nie u nas. W związku z tym, u nas jest zawsze jakoś źle.”

    ks.M.Tykfer